Ekstremalne warunki i przepustka na MŚ

Bartosz Nowicki lubi startować w egzotycznych krajach, dlatego po Malezji przyszła pora na Filipiny. Tam stanął na starcie z jednym celem, wywalczenie biletu na MŚ w Nicei.
Niedawno startowałeś na Filipinach, gdzie przyświecał Ci jeden cel – zdobycie przepustki na Mistrzostwa Świata 2026 w Nicei. Czego spodziewałeś się na trasie?
Byłem przygotowany na wszelkie warianty pogodowe, weryfikując prognozy dzień przed startem. Wiedziałem, że mogę spodziewać się wszystkiego: deszczu w pierwszej połowie dnia skoczywszy na upalnym słońcu na etapie biegowym. W zasadzie wszystko się sprawdziło i pojawiło kilka elementów, których nie wziąłem pod uwagę.
Jak ci poszło na pływaniu?
Pływanie zacząłem z drugiej grupy, czyli celowałem w czas pomiędzy 34 a 36 minut (punktem odniesienia były zawody w Malezji). Choć tym razem było o wiele przyjemniej i pod większą kontrolą, aż pozwoliłem sobie nawet chwilami na zwiedzanie rafy, ale w ramach linii prostej wzdłuż boi.
Potem poszła pora na etap kolarski. Jak on przebiegał w Twoim wykonaniu?
Na etapie rowerowym początek trasy prowadził drogą z miasta, gdzie miałem okazję pierwszy raz zobaczyć, z czego słyną Filipiny, czyli ogromne ilości kibiców, którzy dodawali zawodnikom energii, kibicując wzdłuż trasy przez pierwsze 10 km. Główny etap tej części zawodów rozgrywał się na największym moście na Filipinach, gdzie jeździliśmy w sumie sześć pętli. Tu pojawił się pierwszy problem, ponieważ na nierównościach wypadły mi bidony. Musiałem błyskawicznie wymyśleć plan b. Rezerwowe żele, które miałem na wypadek takiej sytuacji, wystarczyłyby tylko na połowę trasy. Niestety wolontariusze z całego serca chcieli pomóc jak do nich podjeżdżałem i zamiast podania mi żeli, oblewali mnie wodą (śmiech). Finalnie po trzech pętlach namierzyłem zguby, o dziwo były całe z zawartością, więc mogłem kontynuować dalej wyścig. Dlatego na zjazdach urywałem ile mogłem, maksymalnie 73km/h. Nie było to do końca rozsądne, bo deszcz nieco utrudniał, ale jazda mostem mimo tych wszystkich przygód to jedno z moich najlepszych wspomnień tego wyścigu.
-
Zajrzyj do: Przez cierń do gwiazd. Triathlon, technologia i triumf – kulisy zwycięstwa Pawła Celińskiego
Jakie warunki panowały podczas biegu?
Wiedziałem również po doświadczeniach w Malezji, że w tych warunkach, czyli wysoka temperatura, wilgotność oraz podgrzaną parującą nawierzchnię po deszczu na biegu będzie trudniej. Tak też było na Filipinach. Po 10 kilometrach miałem wyniki poniżej oczekiwań, ale wierzyłem, że uda się utrzymać zadowalające tempo. Niestety szybko życie zweryfikowało i w zasadzie druga część biegu była walką samym ze sobą. Na szczęście nie poddałem się i dobiegłem do mety. Byłem przekonany, że porównując starty Malezja vs Filipiny czas całkowity miałem gorszy, dlatego kiedy spojrzałem sobie na wyniki z zeszłego roku, okazuje się, że poprawiłem go o trzy minuty. W tym warunkach to duża różnica. Finalnie zawody ukończyłem z czasem 5:10, co dało mi finalnie 13 pozycję i awans na Mistrzostwa Świat 2026. To kolejny cel, który udało mi się zrealizować. Teraz mogę zaczynać urlop.
Jak wyglądają dalsze plany sportowe na ten sezon?
W tym sezonie zgodnie z tym, co ustaliliśmy na początku sezonu z trenerem Przemkiem Kropiwnickim, pozostały trzy ważne starty, czyli uzyskanie jak najlepszej lokaty w klasyfikacji generalnej cyklu Garmin Triathlon Tour (mój ostatni start odbędzie się w Stężycy Lubelskiej 1/2IM. Następnie czekają nie Mistrzostwa Europy w Stambule. Na koniec roku powalczę w MŚ IM70.3 w Marbelli, więc jeszcze wiele ekscytujących wyzwań przede mną.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne


(1).png)




