Rozmowa

“Nie porównuję się, tylko działam” – Marta Goc-Kozakiewicz i jej triathlonowa droga po 50-tce

Srebro na mistrzostwach Europy w duathlonie to tylko część historii. Marta Goc-Kozakiewicz wróciła z Rumi z medalem, ale największą nagrodą jest dla niej siła, jaką daje sport – w codzienności, w pracy, w rodzinie. I choć do triathlonu trafiła dzięki córce, dziś sama inspiruje innych do działania – bez względu na wiek, pogodę czy ograniczenia.

W jakim nastroju wyjeżdżałaś z Rumi po starcie w mistrzostwach Europy w duathlonie?
Bardzo szczęśliwa, zadowolona i wdzięczna, że po raz trzeci mogłam startować w Rumi, tym bardziej w takiej randze zawodów. Emocje były ogromne, móc rywalizować na takim poziomie, z takimi zawodnikami i w dodatku na naszej pomorskiej ziemi. To był ogromny zaszczyt.

Startowałaś na dystansie standard, zgarniając srebrny medal w kategorii wiekowej. Jak wyglądał wyścig z Twojej perspektywy?
W zasadzie znam rumskie zawody dość dobrze. Wiedziałam, czego można się spodziewać się na trasie, natomiast organizacyjnie było zaskakująco. Nie sądziłam, że aż tak będzie pięknie. W powietrzu unosiła się atmosfera rywalizacji, która ogrzewała dość zimne tego dnia powietrze. Pomyślałam, no tak Rumia! Tam zawsze jest wietrznie i zimno. Choć tego dnia słońce pięknie dodawało nam siły. Start puszczany falami, nie czuło się dużego natężenie, trasa biegowa bardzo szybka, zawodniczki bardzo mocne. Szczerze, to trochę zaryzykowałam pierwszy bieg. Było szybciej, niż zakładałam, ale co tam, kto nie ryzykuje… rower pojechałam poniżej oczekiwań, ale jak to w Rumi, wiatr rozdawał karty. Drugi bieg, to istna bajka. Kibice, trasa i dobieg do mety, bajka. Emocje oszalały.

Co było najbardziej wymagające tego dnia?
Zdecydowanie pogoda. Trochę było za zimno jak dla mnie. Jestem z tego ciepłego teamu. Choć trzeba pamiętać, że dla wszystkich była taka sama tego dnia. Rywalki również były  wymagające. Choć po 50tce to i tak są szybkie.

Kiedy planujesz kolejny start spodziewać się ciebie na starcie?
Mam zaplanowane ściganie w Czempiniu, gdzie są jedne z lepszych organizacyjnie imprez z Polsce. Chętnie tam wrócę. Kolejnym startem będzie 70.3 Ironaman Warszawa oraz sprint podczas Mistrzostw Polski na dystansie sprint w Suszu.

Jakie postawiałaś sobie cele na ten sezon?
Głównie to dobrze się bawić, podążać obraną drogą, nie porównywać się do innych, korzystać z tego, co życie daje. Ważnym startem będzie dla mnie start w Suszu. Tam zaczynałam przygodę triathlonową 10 lat temu. Z wielkim sentymentem i wzruszeniem tam wrócę.

Właśnie, jak wyglądała droga do Twojego triathlonowego debiutu 10 lat temu?
W sporcie jestem od 16 lat za sprawą biegania. Później moja córka Julia została zawodniczką Michała Siejakowskiwgo. Jako młodziczka i juniorka zaczęła startować w triathlonie. Osiągała coraz lepsze wyniki. Jeździłam z Julcią oraz nosiłam torbę na zawodach, aż przyszedł pomysł, żeby samej wystartować. Pojawił się mały problem. Nie potrafiłam pływać. Na ratunek przyszedł Marcin Waniewski, który w niespełna rok nauczył mnie techniki i dał mi tyle wiary w siebie, że zadebiutowałam w połówce w Suszu w 2015 roku. W moim pierwszym starcie uzyskałam czas 5:24, co dało mi chyba 6 miejsce open i stałam na dekoracji na scenie razem z Marią Cześnik. Po tym starcie wpadłam w triathlon na maksa. Przepadłam całkowicie.

Przygoda sportowa to jeden z aspektów życia. Czym zajmujesz się poza sportem?
Wskazuję młodym ludziom kierunki rozwoju, motywuję do nauki, rozpoznaję ich możliwości, rozwijam pasje. Jestem nauczycielką w szkole średniej. Dodatkowo staram się żyć w zgodzie z naturą. Uwielbiam zwierzęta, szczególnie psy (mam dwa beagle), absorbują całkowicie mój czas. To wymagająca rasa, szczególnie pod kątem sportowym. Bieganie to ich ogromna pasja.

W jaki sposób udaje Ci się godzić obowiązki zawodowe z życiem prywatnym i sportowymi poczynaniami?
Kiedyś mój mąż Irek narysował trójkąt równoboczny. Na każdym wierzchołku napisaliśmy nasze oczekiwania- pasja (triathlon), sport, rodzina. Robię wszystko, aby zapewnić równowagę i nie zaniedbać którejś z części. Trenuję około 14-16 godzin tygodniowo. Staram się wykonywać dwie jednostki dziennie. Nie mam problemów z wczesnym wstawaniem. Oczywiście w weekendy podwajam stawkę godzinową. Mam już dorosłą córkę, niedługo zostanę babcią i życie tak się układa, że mogę teraz powalczyć o własne marzenia.

Jakie masz cele i marzenia sportowe?
Staram się być dobrym człowiekiem oraz rozwijać się sportowo. Mam 50 lat, ciągle mi się chce (chyba nawet i bardziej) i to nakręca mnie do działania. Od lat mierzę się z chorobą tarczycy, Hashimito, mam zmienność nastrojów, problem z utrzymaniem wagi. Sport daje mi możliwość większej kontroli nad dolegliwościami. Życzę każdej kobiecie, aby znalazła przestrzeń i czas dla siebie, a w aktywności sportowej upatrywała poprawy nastroju.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X