Od spontanicznych wyzwań do startu na Hawajach

Zaczęło się od przypadkowych wyzwań i 165 km na rowerze, a dziś rywalizuje z najlepszymi triathlonistkami świata. O spontanicznych decyzjach, ekstremalnych startach i drodze na Hawaje opowiada Izabela Żmuda, dla której sport stał się sposobem na życie.
Jak wyglądała Twoja sportowa droga, która doprowadziła do triathlonu?
Moja przygoda z triathlonem nie była oczywista. Chociaż byłam aktywnym dzieckiem, to nigdy nie trenowałam żadnej dyscypliny na poważnie. Było to bardziej próbowanie nowych rzeczy i tak pewnego dnia wpadłam na pomysł, żeby zrobić pierwsze 165km rowerem. Potem kolejne pomysły zaczęły nasuwać się same. Takim sposobem pojechałam rowerem nad Bałtyk, robiąc trasę 1800km. Następnie pojawił się pomysł zrobienia IRONMANA, który miał być po prostu kolejnym challengem na liście. Jednak cały ten proces przygotowań i chęć osiągania coraz lepszych wyników okazał się uzależniający. Takim sposobem właśnie przygotowuję się do piątego sezonu w triathlonie.
Co było takim punktem przełomowym, że triathlon stał się Twoją sportową codziennością?
Myślę, że nie było konkretnego punktu. Po prostu codzienna rutyna sprawiła, że zaczęłam poświęcać na to więcej czasu, bo też moje cele stały się ambitniejsze. Dlatego wymagały większego zaangażowania. Na pewno po drodze pojawiały się momenty, które sprawiały, że czułam, że jestem we właściwym miejscu. Każdy kolejny wyścig wygrany czy przegrany był kolejną lekcją do odrobienia. Motywował do ustawiania sobie coraz wyżej poprzeczki.
-
Zobacz też: Rak nie zatrzymał jej na mecie
Masz na koncie wiele wyzwań sportowych, które w wielu przypadkach zrodziły się spontanicznie. Które z nich najbardziej zapadło w pamięci?
Nie wiem, czy powinnam mówić takie rzeczy, ale w moim przypadku większość pomysłów na sportowe wyzwania pojawiało się spontanicznie. To nie znaczy, że nie trenowałam do nich ciężko. Na pewno nie planowałam robić Hardej Suki. Nie jestem osobą, którą biega po górach, a na koncie wtedy miałam jednego IRONMANA, także była to dość nieoczywista decyzja. Z roku na rok jednak tej spontaniczność jest mniej, bo pojawiają się już poważne starty i wyjazdy treningowe. Więc nie zawsze jest miejsce na realizowanie tego typu rzeczy. Myślę, że mimo to czasami wpadnę na pomysł zrobienia dwóch połówek w innych miastach dzień po dniu, czy jak trzeba, to pojadę jako support pętlę wokół Tatr ze znajomym, mając na drugi dzień samolot do Stanów. Myślę, że nie jestem wstanie wybrać takiej jednej sytuacji, bo każdy mój challenge ma ciekawe backround story, bo właśnie tak już mam, że najpierw zapisuję się na wyścig, a potem dopiero myślę, jak go rozegrać strategicznie.
Wystartowałaś też w Hardej Suce. Jak narodził się pomysł na ten start?
Nie była to dość oczywista decyzja, a o samym istnieniu tych zawodów powiedział mi mój wykładowca fizjologii na studiach. Z perspektywy czasu myślę, że mimo tego, że tego dnia wydawało mi się, że szczęście nie jest po mojej stronie, bo pogoda rozdawała mało sprzyjające karty, to naprawdę sporo rzeczy zagrało jak na moje przygotowanie w tamtym momencie. Nie miałam dosyć doświadczenia na poziomie takich zawodów, chociaż na pewno ten start dużo wniósł w moje życie sportowe. Zostawiły piękne wspomnienia. Taki start zostanie ze mną na dłużej.
-
Czytaj też: Triathlon jako droga do równowagi
Co było dla Ciebie najbardziej wymagające w tym ekstremalnym wyzwaniu?
Jeżeli chodzi o przygotowania, to na pewno wymagająca była objętość treningowa, którą musiałam wykonać. Do tego dochodziła codzienna logistyka, żeby być w stanie zrealizować wszystkie obowiązki w ciągu dnia. Sam wyścig miał lepsze i gorsze momenty. Pogoda, którą od samego czasu działała na naszą niekorzyść, a potem poskutkowała zmianą trasy, przez co znalazłam się w dość ciężkim położeniu. Z pewnego prowadzenia wyścigu zaczęła się walka z limitem czasu i niepewność do samego końca. Więc nie był to tylko ciężki fizycznie wyścig, ale też pod kątem mentalnym.
W 2025 roku byłaś najmłodszą zawodniczką, która startowała na Hawajach. Jak wspominasz ten start oraz cały wyjazd do kolebki triathlonu?
Muszę powiedzieć, że to była na pewno jedna z piękniejszych przygód w moim życiu, takie marzenie każdego triathlonisty. Choć start nie wyszedł tak, jak zaplanowałam. Miałam komplikacje ze sprzętem. Mimo tego było wspaniale pojechać na te zawody i zmierzyć się z najlepszymi na świecie. Naprawdę trudno opisać w słowach ten wyścig i emocje, bo to trzeba przeżyć na własnej skórze. Cała organizacja tych zawodów od przywitania na lotnisku po bankiet zwycięzców zaplanowana tak, żeby zawodnikom nic nie brakowało. To była wyspa jedyna w swoim rodzaju ciepła, wilgotna, z jednej strony rośliny z drugiej pola lawowe, pływanie z delfinami w oceanie coś niesamowitego. No i oczywiście ludzie, którzy przylecieli ze mną na koniec świata, żeby kibicować mi w tym dniu.
-
Przeczytaj też: Jamajski styl w polskim wydaniu
Czym zajmujesz się poza triathlonem?
Lepiej zdecydowanie zapytać, czym się nie zajmuję, ale poza triathlonem jestem trenerem personalnym. Studiuję fizjoterapię i poza tym mam własne konie. Dlatego dużo czasu spędzam też w stajni. No i oczywiście uprawiam masę innych aktywności sportowych od jazdy na snowboardzie po surfing, więc można powiedzieć, że zawsze zajdę sobie coś ciekawego do zrobienia w każdym miejscu i w każdych warunkach pogodowych.
Co sprawia, że konie są fascynującymi zwierzętami?
W moim przypadku konie były ze mną od zawsze. Nigdy nie przestają mnie zaskakiwać inteligencją oraz wyrozumiałością. Mimo dużej siły zawsze poruszające się z gracją i nadzwyczaj delikatne. Naprawdę dużo im zawdzięczam, nauczyły mnie pokory oraz cierpliwości nie tylko w pracy z nimi, ale w ogóle w życiu. Pokazały mi, że trzeba mieć swój cel, nie patrzyć na opinie i wystarczająco długo się go trzymać. Lubię, że dzięki nim mogę czuć się wolna, chociaż przez chwilę nie myśleć o całym świecie na około tylko żyć w danej chwili.
Jakie masz jeszcze marzenia sportowe?
Jeżeli chodzi o sport, to bardziej są to już kolejne cele do zrealizowania, niż marzenia, ale planuję wrócić na Hawaje i powalczyć o lepszą lokatę. Zamierzam ciężko potrenować do tego czasu. Nie zabraknie też innych wyścigów. Po prostu postaram się być lepsza i ściągać się na coraz wyższym poziomie. Może po drodze znajdą się jeszcze jakieś ciekawe wyzwania, ale pewnie wyjdzie to bardziej spontanicznie. W każdym razie na ten moment mam zaplanowane parę wyścigów w kraju, a potem obóz treningowy w Colorado i dwa starty za oceanem. Tam będę próbować zdobyć kwalifikacje Mistrzostwa Świata.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne


(1).png)






