Rozmowa

Przez cierń do gwiazd. Triathlon, technologia i triumf – kulisy zwycięstwa Pawła Celińskiego

Potrójny Ironman to piekło na jawie. 11,4 km pływania, 540 km na rowerze i 126 km biegu – bez snu, w dzień i w nocy, w deszczu, wietrze i zimnie. 3 sierpnia 2025 roku w niemieckim Lensahn Paweł Celiński nie tylko pokonał ten dystans, ale wygrał zawody, wyprzedzając drugiego zawodnika o ponad cztery godziny. Było to zwycięstwo okupione bólem, awariami, nieprzespanymi nocami i momentami, w których wszystko mogło runąć. W tej walce kluczowe były trzy rzeczy: niezłomna psychika, wsparcie rodziny i technologia, która zmieniła sposób myślenia o wyścigu.

Moja żona jest moim cichym duchem, moją Ziemią, moim ugruntowaniem, żebym za bardzo nie odleciał – mówi Paweł Celiński.

Decyzja o starcie w ultra nie była kaprysem. To był plan, zapisany w głowie i realizowany codziennie. – Wielki cel musi być podparty więcej niż jednym „na tak” – tłumaczy. – Inaczej nie znajdziesz w sobie motywacji do działania.

Dwa lata wcześniej reprezentował Anglię w Mistrzostwach Świata na Ibizie. Wtedy spotkał trzech mistrzów olimpijskich: Alistaira Brownlee, Jana Frodeno i Kristiana Blummenfelta. – Zapytałem Kristiana, na czym polega jego sekret. Odpowiedział: „My po prostu wszystko trenujemy” – wspomina Paweł. – I tak właśnie zrobiłem.

Nocne treningi i próby generalne

Do startu przygotowywał się jak do misji wojskowej. Jazdy po pętlach w nocy, kończące się o czwartej nad ranem. Godzina snu, potem ośmiogodzinna praca jako trener pływania.

Spałem godzinę, może dwie i szedłem do pracy. Gdyby nie poświęcenie mojej mamy i Mirka, którzy robili ze mną nocne treningi, nie byłbym w tym miejscu – mówi.

Każdy szczegół był przećwiczony: pętle wymierzone co do metra, odżywianie podawane w ruchu, symulacje warunków wyścigu. – Ćwiczyłem wszystko, żeby na zawodach nic mnie nie zaskoczyło.

Gdy los próbuje cię zatrzymać

Na kilka miesięcy przed startem doznał uszkodzenia obu łąkotek. – Był moment, że nie wiedziałem, czy w ogóle wystartuję – przyznaje.

Martin Foster, twórca IM Inspiration i doświadczony triathlonista, powiedział mu wtedy: – Teraz zobaczysz, jakim jesteś sportowcem naprawdę. Jedni w takich momentach rezygnują. Drudzy wychodzą silniejsi.

Paweł wybrał drugą drogę. Po Ironmanie w Walii – który kończył pieszo w deszczu – wrócił mocniejszy. Wtedy wrócił też pomysł aplikacji, która miała zrewolucjonizować wyścig.

IMI Race – centrum dowodzenia

Pomysł zrodził się w rozmowie Pawła i Martina w 2024 roku. Na dwa miesiące przed startem w Lensahn Martin zdecydował: IMI Race powstanie. Aplikacja musiała być gotowa w ekstremalnie krótkim czasie.

Jej premiera nastąpiła kilka dni przed zawodami. Dawała supportowi, trenerom i dietetykom dostęp do danych w czasie rzeczywistym. Można było rejestrować każde okrążenie jednym kliknięciem, analizować tempo, odżywianie i błyskawicznie reagować na potrzeby zawodnika – nawet z drugiego końca świata.

IMI Race była dla mnie brakującą cegiełką. Ludzie mówili, że jesteśmy skoordynowani jak Formuła 1 – mówi Paweł. – Jestem dumny, że mogłem pracować z Martinem.

Wszystko w jednym miejscu

– Jako członek support w zespole Pawła Celińskiego miałam możliwość przetestować w warunkach bojowych aplikację IMI Race – opowiada Malwina Otto, szwagierka. – Struktura aplikacji umożliwiła nam dokładne zaplanowanie, bieżącą kontrolę, analizę i wprowadzanie świadomych poprawek do planu działania. Wszystko – od taktyki trenerskiej, przez strategię żywieniową, po koordynację siedmioosobowego teamu – mieliśmy w jednym miejscu, z łatwym i szybkim dostępem do kluczowych informacji. Dzięki temu mogliśmy reagować szybciej, działać sprawniej i lepiej przygotowywać się na kolejne etapy wyścigu.

Warto podkreślić, że w trakcie zawodów ultra czynnik ludzki – stres, emocje, zmęczenie czy spadki formy – daje się we znaki wszystkim, również supportowi. 

Analiza AI

Mając aplikację, czułam większą kontrolę i świadomość przebiegu wydarzeń – dodaje siostra Ewa Eliaszuk. –  Szczególnie doceniłam funkcję analizy AI, która w kilka sekund pokazywała, czy zawodnik realizuje założenia trenerskie. Mieliśmy dostęp do danych takich jak tempo czy prędkość, co pozwalało błyskawicznie dostosować taktykę. To właśnie analiza w czasie rzeczywistym uświadomiła nam w trakcie wyścigu, że plan A nie jest realny do osiągnięcia – i że trzeba przejść na plan B. Nie zdradzę szczegółów, bo taktyka to rzecz indywidualna i w tym przypadku – ściśle tajna – ale mogę powiedzieć, że to była decyzja kluczowa dla utrzymania prowadzenia. Osobiście uważam aplikację za niezwykle przydatną. Jestem ogromnie wdzięczna, że mogliśmy z niej skorzystać w tak wyjątkowym starcie Pawła. Nie powiem, czy osiągnęlibyśmy cel bez niej – tego nikt nie wie – ale wiem, ile jej zawdzięczamy i że wykorzystaliśmy ją w 100% pod nasze indywidualne potrzeby. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć taką opcję, niż jej nie mieć. Dla mnie to projekt, który powstał z realnych potrzeb i otwiera nowe możliwości rozwoju. 

Trzy dni do startu – rodzinna armia

Jako pierwsze na miejsce dotarły siostry Pawła – Ewa i Kasia z rodzinami. Nie znając dokładnie preferencji Pawła, miały tylko jedną wytyczną: znaleźć miejsce jak najbliżej trasy biegowej i z dostępem do prądu. Reszta – pełna improwizacja.

Kawałek trawnika, który udało im się “zdobyć”, stał się ich „misją specjalną”. Pilnowały go jak lwice przez pięć godzin, aż w końcu dotarł van wypełniony po brzegi: trzy rowery, 165 litrów wody, osiem par butów, kartony żeli, maszyna do lodu, przenośna toaleta, stół do masażu, krótkofalówki.

– Rozbijamy się tutaj – powiedziała Paula, patrząc na pas trawy przy trasie biegowej.
– Po ciemku? – uśmiechnął się Paweł. – Będzie śmiesznie.

Rozstawianie namiotów trwało godzinę. Pies Simba krążył, jakby pilnował, żeby każdy śledź namiotu trafił na miejsce.

Dwa dni do startu – prąd wysiada, muzyka ratuje nerwy

Rano – cisza i brak prądu. Spalona przejściówka odcięła obóz od energii. Paweł założył słuchawki, zamknął oczy i kołysał się w rytm ulubionych utworów.

Po południu – dwa krótkie treningi: rower i bieg w mżawce. – Objazd trasy to mapa w głowie. Potem ciało wie, co je czeka – tłumaczył.

Dzień przed – drużyna jak z katalogu

Na odprawie technicznej wszyscy w klubowych koszulkach i czapkach IM Inspiration. Nawet Simba miał czapkę przypiętą do obroży. Komentator: – To największa drużyna w historii Lensahn!

Wieczorem ceremonia otwarcia. – Paweł Celiński. Mieszka w Wielkiej Brytanii, startuje pod dwiema flagami, ale w sercu jest Polakiem – ogłosił spiker.

Wracając do namiotu, Paweł powiedział cicho do Pauli: – Jutro idziemy po swoje.

Start – spokój w wodzie

Basen 50 metrów, 228 długości. Równe tempo, regularne nawodnienie i żele co 20 minut. Z wody wyszedł po 3:57:48. – Jak się czujesz? – krzyknęła Kaja. – Jest robota do zrobienia – odpowiedział.

SONY DSC

Rower – trzy rowery, jeden cel

Deszcz, mokra droga. Na dziesiątym okrążeniu – upadek na pachołkach. Po 500 metrach okazało się, że wypadła bateria z przerzutki. Przejechał całe okrążenie bez biegów.

Zmiana na numer 2! – krzyknął.

Nowy rower też odmówił posłuszeństwa – problemy z przerzutką, spadający łańcuch. W końcu wsiadł na trzeci, zbudowany z zapasowych części. Niewygodny, ale pewny.

Jechał na nim dwie godziny, aż Mirek naprawił rower nr 2. – Na tym etapie to już nie była walka o super czas. To była walka o zwycięstwo – mówi Paweł.

A w tle zespół, który wspierał Pawła i działał jak dobrze naoliwiona maszynka. Na trasie rozstawione były dzieci Kaja i Karol, które zbierały “zachcianki” zawodnika i przekazywały przez krótkofalówkę do bazy. Chwilę później życzenia zawodnika było realizowane.

Bieg – deszcz, masaże i przewaga

Zmiana w mniej niż pięć minut. Przewaga dwóch godzin. – Kontrola, Paweł – przypomniała Paula. – Spokojnie. Dziś to ja jestem myśliwym – odpowiedział.

Ulewa spłoszyła innych do namiotów. On biegł. Co 10 km – krótki masaż. Pięć pętli przed końcem: – Wygrałem. Teraz przyspieszamy.

Honorowe okrążenie – dwie flagi, jedno serce

Ostatnia pętla w przeciwnym kierunku. Paweł z córkami Kają i Sarą, w rękach polska i brytyjska flaga. Za nimi rodzina, przed nimi tłum kibiców. – Przez cierń do gwiazd! – krzyknął ktoś z trybun.

Po 37:31:47 Paweł Celiński został mistrzem jednego z najtrudniejszych ultra triathlonów na świecie.

„To oni mnie nieśli”

Jestem dumny z mojej rodziny. Bez nich… oni dali mi wszystko. Chciałbym kiedyś dać komuś tyle samo – mówi ze łzami w oczach.

To historia człowieka, który udowodnił, że granice istnieją głównie w głowie. I że w odpowiednim zespole – człowieku i technologii – można przesunąć je dalej, niż ktokolwiek przypuszczał.

Tekst opracował Marcin Dybuk, foto i video ekipa Pawła

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz również
Close
Back to top button
X