Wiadomości

Róża, która wyrosła z betonu

Choroba nowotworowa, groźba paraliżu, śmierć babci na kilkanaście godzin przed bojem o pas mistrzowski – historia Daniela Jacobsa jest przykładem determinacji i dowodem, że można spełniać marzenia nawet po najdotkliwszych problemach.

Amerykański pięściarz już na amatorskich ringach udowodniał, że ma szansę odcisnąć piętno w zawodowym świecie sportu. Za tym przemawia jego rekord w amatorskim boksie, gdzie wygrał 137 walk, a doznał jedynie siedmiu porażek. Z takim bagażem zadebiutował na zawodowym ringu w 2007 roku, kiedy znokautował rywala w 29 sekundzie. Światowy boks stanął przed nim otworem.

Pierwsza szansa i duża strata

W kolejnych pojedynkach Daniel Jacobs pokazywał, że drzemie w nim potencjał. Dowodem było 20 wygranych z rzędu. Dzięki tak zbudowanego bilansu dostał pierwszą poważną szansę w karierze, czyli okazję walki o wakujący tytuł mistrza świata organizacji WBO. Jego rywalem był niepokonany Dmitrij Pirog. Jednak wtedy to nie on okazał się największym wyzwaniem dla Jacobsa.

Kilkadziesiąt godzin przed samą walką zmarła jego babcia, która go wychowywała. Jak sam przyznawał w wypowiedziach oraz wywiadach, że wtedy nie był gotowy do tej walki. Śmierć jednej z najbliższych mu osób odcisnęła piętno na jego psychice. W efekcie przegrał w pierwszej walce o pas przez nokaut w piątej rundzie. Po latach ówczesny trener Daniela przyznawał, że nie był gotowy pod względem mentalnym do tej walki.

Próba powrotu na szczyt i…niespodziewany przeciwnik

Amerykański pięściarz starał się pozbierać po tamtej przegranej oraz wielkiej stracie. Szybko pokonał dwóch kolejnych rywali, lecz jego drogę powrotną na szczyt przerwała straszna informacja. Czekała go najważniejsza walka, o życie. Jego przeciwnikiem okazał się kostniakomięsak. Nie dość, że groziła mu śmierć, to lekarze prognozowali, że nigdy nie stanie na nogi, a o walkach nie było mowy. 

Mimo tych tragicznych prognoz Daniel nie zamierzał się poddać. Wbrew słowom lekarzy postanowił walczyć. Tym razem nie na ringu bokserskim, lecz w murach szpitalnych. Aż 25 razy był poddawany promieniowaniu. To zupełnie odebrało mu apetyt. Zmagał się z ogromnymi wahaniami nastrojów. Jednak opór i walka przyniosły skutki. Po kilku miesiącach oraz dzięki zabiegom Jacobs wrócił do zdrowia. Choć na tym nie poprzestał. Chciał wrócić do boksu i spełnić mistrzowskie marzenia.

Powrót na szczyt 

Po kilku miesiącach wrócił na salę treningową. Mimo początkowych trudności z czasem wracała jego forma, wzbudzając apetyt do walk. Po blisko dwudziestu miesiącach przerwy Jacobs ponownie wszedł do ringu. To był udany powrót, bo zwyciężył z Joshem Luteranem. Dwie kolejne wygrany otworzyły przed Amerykaninem drugą szansę na złoto, tym razem o wakujący pas regularnego mistrza świata organizacji WBA. Jego oponentem był Australijczyk Jarrod Fletcher. Już w pierwszej rundzie posłał rywala na deski, a walkę zakończył przez nokaut w piątej. W ten sposób został pierwszym w historii mistrzem świata w boksie, który przeszedł chorobę nowotworową (sierpień 2014 r.). Po tym sukcesie kontynuował passę wygranych.

Doprowadziły one go do starcia o pełnoprawne pasy wagi średniej aż 4 federacji – IBF, WBC, WBA Super oraz IBO w 2017 roku. Naprzeciw Jacobsa stanął postrach ówczesnej wagi średniej słynny Kazach Giennadij Gołovkin. Mimo przewidywań przed walką, że tak jak większość Daniel polegnie przed czasem, Amerykanin zdołał przetrwać pełen dystans i postawić twarde warunki ówczesnemu królowi nokautu, choć ostatecznie przegrał na punkty.

Jednak ta porażka nie podłamała Jacobsa, który po kolejnych wygranych stanął do walki o pas IBF. Na drodze stanął Sergiy Derevyanchenko, który nie zdołał popsuć marzeń o kolejnym tytule dla Amerykanina. Natomiast sam Daniel w kolejnym starciu przeciwko mocnemu Saulowi Alvarezowi musiał uznać jego wyższość. W stawce oprócz pasa Daniela znalazły się jeszcze dwa tytuły wniesione przez Canelo – WBA i WBC.

Gorzkie zakończenie

Ostatni raz do zawodowego ringu Daniel Jacobs wszedł w zeszłym roku. Niestety uległ na punkty, przegrywając z Shanem Mosleyem Jr.. Po tym pojedynku ogłosił zakończenie kariery w wieku 37 lat. Jego bilans walk zawodowych: 37-5, 30 KO.

– Chcę okazać wdzięczność i uznanie dla boksu, który zmienił moje życie i wpoił ważne wartości. Ten sport ukształtował mnie jako człowieka. Od zawsze marzyłem o zostaniu mistrzem w życiu. Kiedy moja droga zaprowadziła mnie do boksu, wówczas byłem biednym dzieciakiem dorastającym w Brownsville na Brooklynie, bez wielkich oczekiwań. Jako młody czarnoskóry chłopak byłem postrzegany jako ten, który niczego istotnego nie osiągnie i nie jest ważny. Wróżono mi, że podobnie jak większość rówieśników skończę w świecie przestępców. Teraz z dumą mogę powiedzieć, że jestem różą, która wyrosła z betonu na Brooklynie. Udowodniłem, że tak wielu ludzi się myli. Z dumą mogę powiedzieć, że jestem żywym przykładem tego, jak wygląda wzięcie przeznaczenia we własne ręce – pisał Daniel Jacobs w mediach społecznościowych przy ogłoszeniu zakończenia kariery bokserskiej.

Amerykański pięściarz zapisał się w historii boksu nie tyle jako podwójny mistrz świata dwóch organizacji, ale jako pierwszy człowiek, który po pokonaniu choroby nowotworowej sięgnął po pas mistrzowski.

Przemysław Schenk

fot. Daniel Jacobs Instagram

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz również
Close
Back to top button
X