Rozczarowanie przepustką do wyzwań

Na co dzień jest fizjoterapeutą, który z powodzeniem próbuje sił w ultra triathlonie. Dowodem jest pokonanie przez Juranda Czabańskiego 50x Ironmana.
Jak z perspektywy czasu czujesz się jako pierwszy człowiek, który pokonał 50x Ironmana?
Nie było to łatwe wyzwanie, ale teraz po wszystkim czuję się naprawdę szczęśliwy. Natomiast cały plan narodził się po nieudanej organizacji zawodów 30xIM we Włoszech. Wówczas czułem duży niedosyt i rozczarowanie. Po powrocie z USA nie dawało mi to spokoju, dlatego szukałem innego wyzwania. Wtedy wpadłem na pomysł z 50xIM.
Jak przebiegały przygotowania do tego startu?
Nie różniły się za bardzo te przygotowania od tych do innych wyzwań. Jedynie ze względu na objętość tego startu zwiększyłem ilość godzin treningowych. Dlatego dziennie trenowałem po 6-7h. Natomiast w ciągu trzech miesięcy przebiegłem 71 maratonów.
Przechodząc do samego wyzwania w Brazylii, co sprawiało Ci najwięcej trudności?
Głównym problemem była pogoda, duże skoki temperatury. Do tego dochodziła olbrzymia wilgoć i wiatry. Natomiast najlepiej czułem się na części biegowej. Wtedy zwiększyłem ilość snu, a wiatr nie doskwierał mi tak bardzo jak podczas jazdy na rowerze.
-
Zobacz też: Tragiczny wypadek początkiem medalowej drogi
Podczas tak długich wyzwań występują kryzysowe momenty. Jak tym razem sobie z nimi radziłeś?
Motywacji i sił dodawało mi myślenie o córce, która jest całym moim światem. Walczyłem na każdym kilometrze z myślą, żeby jej nie zawieść. Muszę też wspomnieć, że pod wieloma względami było to największe wyzwanie w dotychczasowej przygodzie z triathlonem.
W jakich okolicznościach trafiłeś do triathlonu?
W moim przypadku był to całkowity przypadek. Mój trener od zapasów powiedział, że jestem niezniszczalny. Więc stwierdziłem, że spróbuję zrobić Iron Man. Debiut padł na IM Texas. Byłem przerażony. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Do samego startu przygotowywałem się przez trzy miesiące i nie umiałem jeszcze za bardzo pływać.
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem przy rozpoczynaniu przygody w tym sporcie?
Poza małymi umiejętnościami pływackimi to największym wyzwaniem była waga, która stanowiła skutek uboczny wcześniejszych treningów ukierunkowanych na sporty walki. W tamtym okresie ważyłem 100 kg.
Czy od razu miałeś w głowie myśl o wejściu do świata ultra?
Nie, myślałem, że zrobię pojedynczego Ironmana i na tym chciałem zakończyć. Jednak po ukończeniu tamtych zawodów czułem niedosyt. Dlatego w ten sam dzień w hotelu zapisałem się na podwójnego IM. Tak zaczęła się rozwijać ta przygoda.
-
Zajrzyj do: “Nie chciałam, żeby rak zakończył moją karierę”. Niewiarygodna siła Patrycji Bereznowskiej
Na co dzień pracujesz jako fizjoterapeuta. Jak udaje się łączyć triathlon z pracą, ale też życiem rodzinnym?
Zaczynam treningi wcześnie, zazwyczaj 4:30 lub 5:00 rano. Rozpoczynam basenem i sauną. Potem wracam do domu, jem śniadanie z córeczką i odwożę ją do szkoły. Następnie wykonuję kolejny trening, a samą pracę zaczynam o 12, a kończę ok. 21-22. Tak mijają mi kolejne dni.
W wielu wyzwaniach jako suport towarzyszy Ci m.in.: żona. Jak ważne jest dla Ciebie wsparcie żony i córki przy realizacji sportowych wyzwań?
Jest ono bardzo ważne. Obie są dla mnie ważne. Córeczka jest moim całym życiem, dlatego nie ukrywam, że jej obecność daje mi najwięcej siły!
Z jakimi reakcjami żony spotykasz się, kiedy ona dowiaduje się o kolejnych sportowych pomysłach?
Z reguły żona nie była zaskoczona moimi pomysłami. W większości wspierała mnie i brała czynny udział w realizacji tych pomysłów.
Jakie masz kolejne marzenia sportowe?
Kolejnym moim pomysłem jej zrobienie 100xIM continuous w 2026 roku. Właśnie trwają rozmowy ze sponsorami i szukanie miejsca.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne


(1).png)






