Student z olimpijskimi marzeniami

W Rumi wywalczył srebrny medal ME w duathlonie w kategorii wiekowej, co stanowi dobry prognostyk przed kolejnymi wyzwaniami dla Patryka Michasia. Równie dobrze radzi sobie na uczelni, zafascynowany światem finansów i ekonomii.
W jakim nastroju wyjeżdżałeś z ostatnich ME w duathlonie w Rumi?
Byłem zadowolony z niedzielnego startu i srebrnego medalu. Choć czułem, że to nie będzie mój najlepszy dzień. Od rana kręciło mi się w głowie, a tempo nie przychodziło łatwo. Mimo to udało się wykrzesać maksimum z tego, co miałem. To tylko pokazuje, że nawet przy słabszym samopoczuciu można powalczyć o dobry wynik, jeśli podejdzie się do wyścigu z głową i walczy do końca.
Jak oceniasz samą organizację rumskich zawodów?
Organizacja zawodów w Rumi jak zwykle na bardzo wysokim poziomie – świetnie zabezpieczona trasa, punktualność i fantastyczna atmosfera wokół. Publiczność dodawała skrzydeł na każdym etapie rywalizacji. Dodatkowo pogoda naprawdę dopisała – mimo prognozy bardzo mroźnej rywalizacji, umiarkowana temperatura i niezbyt dokuczający wiatr stworzyły idealne warunki do ścigania. Wyjeżdżałem z Rumi w pozytywnym nastroju. Ten medal smakuje szczególnie dobrze, bo pokazuje, że nawet w trudniejszym dniu można osiągnąć coś wielkiego.
Startowałeś na dystansie standard, zgarniając srebrny medal w kategorii wiekowej. Jak wyglądał wyścig z Twojej perspektywy?
Pierwszy bieg rozpocząłem ostrożnie, mając na uwadze, iż od kilku dni zmagałem się z infekcją i osłabieniem organizmu, tak by zbadać, na ile mogę sobie pozwolić tego dnia. Ostatecznie udało się ukończyć bieg na czwartej pozycji w kategorii. Więc stanąłem przed zadaniem dogonienia trzech Brytyjczyków, którzy mieli nade mną przewagę. Na 5km trasy rowerowej udało się dogonić Daniela Durkina, a przy nawrotce pętli kolarskiej na 20km Dylana Daymana. Do końca etapu rowerowego udało się wypracować przewagę i dowieźć na drugim biegu tę pozycję do końca. Podczas wyścigu nie wystąpiły u mnie żadne kryzysy, jednak infekcja wdała się we znaki i z każdym kilometrem wyścigu trzeba było coraz bardziej walczyć z samym sobą by utrzymać tempo.
Co było najbardziej wymagające tego dnia?
Najbardziej wymagające tego dnia było dostosowanie ubioru do warunków atmosferycznych. Postawiłem na koszulkę termo pod trisuitem. Momentami na biegu było zbyt gorąco, jednak zwiększony komfort termiczny na etapie rowerowym to rekompensował. Momentami jadąc pod wiatr lub w zacienionych miejscach, zastanawiałem się, jak wytrzymują taką temperaturę zawodnicy, którzy zdecydowali się na sam trisuit. Pogoda w Rumii potrafi być naprawdę różna i zaskakiwać, dlatego warto być przygotowanym na wszystkie scenariusze.
Jakie wnioski wyciągnąłeś z tego wyścigu z myślą o dalszym przebiegu sezonu?
Po wyścigu doszedłem do wniosku, że muszę jeszcze dokładniej zwracać uwagę na kwestię regeneracji przed startem. W duathlonie jak i triathlonie kluczowe znaczenie mają drobne detale. Wystarczy że na kilka dni przed startem, kiedy schodzimy z intensywności i objętości treningowej, zbyt cienko się ubierzemy, a w chwilę jesteśmy w stanie przyciągnąć infekcję oraz zaprzepaścić cały proces wielomiesięcznych przygotowań. Kolejną kwestią jest też dopasowanie bardziej optymalnej pozycji czasowej na rowerze, bo widzę na tym polu wiele możliwości do poprawy. Poza tym wszystko zagrało perfekcyjnie i byłem zadowolony.
Jakie postawiłeś sobie cele na sezon?
W tym sezonie chciałbym zdobyć najwyższe lokaty na Mistrzostwach Polski na dystansie olimpijskim i ½ Ironmana, a także zakwalifikować się i pojechać na Mistrzostwa Świata w Marbelli w Hiszpanii. Co do rozwoju staram się rozwijać moje sportowe profile społecznościowe, aby pokazać się potencjalnym sponsorom. W tym sezonie chciałbym podciągnąć pływanie i bieganie, żeby zbliżyć je do poziomu kolarskiego.
Jak rozpoczęła się Twoja sportowa przygoda?
Od zawsze uwielbiałem sport, wszędzie było mnie pełno i nie mogłem wyobrazić sobie życia bez niego. Na początku w wieku 7-8 lat zapisałem się na treningi tenisa stołowego i razem z moim starszym bratem Radkiem trenowaliśmy w Warszawskim klubie na Żoliborzu. Byłem dość dobrym graczem, ponieważ jestem leworęczny i ciężko, niewygodnie grało się ze mną moim przeciwnikom. Po około dwóch latach doszedłem do wniosku, że to jednak nie jest to. W tym samym czasie, kiedy miałem 9 lat, otworzył się w miejscowości, w której mieszkałem od urodzenia basen. Zachęceni jego bliskością od domu zaczęliśmy chodzić tam z moim tatą. Spodobał mi się ten sport wtedy jak nic innego na świecie. Kiedy to już pływałem z taką częstotliwością, z poprawą techniki zaczął mi pomagać Marcin Czerwiński, który jakiś czas później zachęcił mnie do dołączenia do świeżutko otwartej sekcji pływackiej UKS Fala Nieporęt. Tam też trenowałem dalej pod okiem trenera Bartosza Krawczaka, a później Piotra Gałki i tak aż do końca gimnazjum.
Jak wyglądała droga, która doprowadziła Cię do triathlonu?
Równocześnie z trenowaniem pływania rozwinęła się we mnie pasja jazdy na rowerze. Odkąd tylko dostałem swój pierwszy porządny rower w wieku 12 lat, zacząłem jeździć duże ilości kilometrów, po Warszawie i okolicach. Dawało mi to naprawdę dużo radości i poczucie wolności. Wtedy zamarzyłem o pierwszym rowerze szosowym. W 2016 roku w wieku 14 lat doczekałem się go i już w pierwsze wakacje wziąłem udział w rowerowych zawodach. Były to zmagania w Górach Stołowych, w kotlinie Kłodzkiej (Klasyk Kłodzki). Dystans 70km prowadził przez Polskę i Czechy, a przewyższenie wynosiło 1400m. Była to moja jedna z pierwszych prób charakteru i po ukończeniu tych zawodów jako najmłodszy zawodnik na 3 miejscu w kategorii wiekowej. Stwierdziłem, że to jest rodzaj wysiłku, który mi się podoba. W karierze pływackiej zawsze na zawodach brakowało mi odległości. Startując na dystansach 50, 100, 200 i 400 kraulem, miałem poczucie, że wszystko dzieje się zbyt szybko, a ja nie mam możliwości pokazać, co potrafię. W 2018 roku zacząłem poważnie zastanawiać się nad wystartowaniem w zawodach triathlonowych. Nie byłem już w stanie poprawiać rekordów życiowych na pływaniu. Brakowało mi w nim urozmaicenia, a radość i satysfakcja z treningów rowerowych zaczęła mnie pchać w stronę triathlonu. W końcu za namową znajomych ze środowiska basenowego oraz mojego taty spróbowałem sił w tym sporcie w czerwcu 2019 roku. Były to zawody Elemental Tri Series w Grodzisku Mazowieckim na dystansie sprinterskim. Do zawodów przygotowywałem się samodzielnie. Kilka razy poszedłem na bieg, pojeździłem na rowerze. Wziąłem udział w treningu open water w zaprzyjaźnionym klubie sportowym Tri Level, a także dostałem od właściciela tego klub Mirka Zielińskiego kilka cennych rad dotyczących triathlonu. To wszystko sprawiło, że ostatecznie udało się ukończyć zawody na przyzwoitym miejscu jako zawodnik niezrzeszony z czasem 1 godziny 12 minut. Zauważył to trener Kieleckiego Klub Akwedukt Kielce – Grzegorz Kożuchowski i zaproponował rozpoczęcie współpracy w trenowaniu na poważnie tego sportu. Tak o to zaczęła się moja przygoda z triathlonem na poważnie. W klubie TS Akwedukt Kielce trenowałem do 2023 roku i jako młodzieżowiec przeniosłem się do Age Group. W ten sposób zacząłem trenować z moim obecnym trenerem Jakubem Brzóską.
Co na początku sprawiało Ci najwięcej trudności w triathlonie?
Najwięcej trudności sprawiało mi bieganie. Nie miałem wcześniejszego doświadczenia z tym sportem. Musiałem od podstaw zbudować technikę biegową i przyzwyczaić moje ciało do tego typu obciążeń co było obarczone różnego rodzaju kontuzjami. Pomagała mi w nim na szczęście moja doskonała wydolność i wytrzymałość zbudowana treningiem pływackim. Z bieganiem zaprzyjaźniłem się dopiero po około dwóch latach. Była to ciężka przeprawa, ale obecnie je lubię i sprawia mi wiele frajdy.
Czy masz sportowego idola, z którego czerpiesz inspirację?
Kristian Blummenfelt, zwycięzca ostatnich igrzysk Olimpijskich jest dla mnie swojego rodzaju inspiracją i pokazem tego, jak mądrze zaplanowanym treningiem można robić rzeczy wydające się niemożliwe i niewykonalne. W ogóle fascynuje mnie norweska szkoła treningowa. Kolejnym sportowym idolem, z którego czerpię inspirację, jest z pewnością mój obecny trener Jakub Brzóska. To niesamowity tytan pracy, skromny i profesjonalny, który imponuje mi wynikami oraz podejściem do treningów. Od września 2023 roku mam z nim przyjemność trenować i jestem zadowolony. Jest trenerem Sport Love Kielce, trenuje młodzież i dorosłych, zna się na rzeczy.
Jak wygląda Twój standardowy tydzień pod względem częstotliwości treningów z uwzględnieniem regeneracji?
Typowy tydzień treningowy obejmuje około 10-12 jednostek treningowych o różnej długości i intensywności, w zależności od okresu treningowego. W weekendy, kiedy jest więcej czasu, stawiamy na mocne lub długie sesje treningowe, w zależności od momentu przygotowań, natomiast poniedziałek, wtorek to dni luźniejszych treningów tak by w środę i czwartek dodać kilka mocniejszych akcentów, a w piątek potrenować luźniej tak, by zregenerować się przed weekendowymi mocniejszymi treningami. Jeśli chodzi o regenerację, to staram się spać minimum 7-8 godzin dziennie, jeśli inne czynniki na to pozwalają, dbam o odpowiednią ilość kalorii (w tym podaż węgowodanów i białka) i by w dni kiedy wypadają mocniejsze treningi, ograniczać inne dodatkowe aktywności.
Czym zajmujesz się poza sportem?
Pracuję jako trener pływania i triathlonu. Uczę dzieci, młodzież i dorosłych pływać, a także przygotowuję do triathlonów. Jestem także studentem na uczelni ekonomicznej w „Szkole Głównej Handlowej” w Warszawie. W listopadzie obroniłem licencjat na kierunku Globalny Biznes, Finanse i Zarządzanie i od tego roku będę kontynuować studia magisterskie na kierunku menedżerskim. Interesuje się ekonomią i finansami, a w przerwach od triathlonu wczytuję się w różne książki o tej tematyce oraz poszerzam wiedzę z tego zakresu. Uwielbiam też podróżować i jeśli tylko mam taką możliwość, to zwiedzam nowe nieznane dotąd miejsca.
W jaki sposób udaje się łączyć sport z pracą i życiem prywatnym?
W sporcie, który pochłania ogromne ilości czasu, nieraz 15-20 godzin tygodniowo na same treningi, nie jest to proste. Na szczęście otaczam się cudownymi ludźmi, którzy akceptują i wspomagają mnie w tym, co robię. Nie było to na pewno możliwe, gdyby nie moja dziewczyna Masha, z którą razem mieszkamy już dłuższy czas. Ze spokojem znosi moje wielogodzinne treningi i pomaga, a także wspiera w cięższych momentach. Jeśli chodzi o łączenie tych dwóch sfer życia, to uważam, że wszystko jest możliwe, potrzebny jest jedynie dobry plan.
Jakie masz marzenia/cele długoterminowe związane z triathlonem?
Moim największym marzeniem, myślę jak każdego sportowca, jest wzięcie udziału w Igrzyskach Olimpijskich. Chciałbym też wziąć udział w Konie, zdobyć Mistrzostwo Świata i Europy Age-Group. Czas pokaże, jednak na pewno chcę stawać się z każdym dniem coraz lepszy i mocniejszy. Zobaczymy, w którą stronę popchnie mnie dalej życie.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne

.png)








(1).png)