Tragiczny wypadek początkiem medalowej drogi

Straciła nogę we wczesnym dzieciństwie, ale to wydarzenie otworzyło przed nią sportowe drzwi. Anna Raniewicz zaczynała od pływania, a w zeszłorocznych mistrzostwach świata zaprowadziła reprezentację Polski w amp futbolu do historycznego sukcesu.
Pierwszy raz sport pojawił się w Twoim życiu na skutek wypadku w wieku 2 lat. Co wówczas się stało?
Gdy miałam dwa lata, straciłam nogę w wypadku rolniczym. Po prostu znalazłam się w nieodpowiednim miejscu oraz nieodpowiednim czasie. Snopowiązałka złapała moją nogę i wyrwała ją, było dużo krwi, płaczu, krzyku. Choć to już dawno za mną, nie wracam do przeszłości, bo nie potrafię tego zmienić. Staram się myśleć o tym, co mogę, być tu i teraz.
Dlaczego wybór padł akurat na pływanie jako formę rehabilitacji dla Ciebie?
Pływanie pojawiło się w moim życiu w wieku 4 lat. To też za sprawą telefonu i trenera, który szukał osób z niepełnosprawnościami mogące stać się mistrzami w tej dyscyplinie. Ówczesny trener zadzwonił do moich rodziców i zachęcił ich, że pływanie będzie najlepszą formą rehabilitacji. Dzięki temu będę miała prosty kręgosłup i dużo większą sprawność. Jak się później okazało, miał wiele racji. Chociaż pływanie nie było dla mnie łatwe oraz proste, ponieważ na początku miałam spory lęk przed wodą, nie chciałam wchodzić do basenu sama. Koleżanki oraz koledzy nosili mnie na rękach, żebym trochę się przyzwyczaiła. Jakiś czas później tata zaczął wchodzić ze mną do wody. Wtedy poczułam się bezpieczna i odważna. Od tamtej pory jestem jak ryba w wodzie.
W którym momencie potraktowałaś pływanie jako sport po raz pierwszy?
Pływanie jako sport potraktowałam dosyć szybko, bo już w podstawówce codziennie jeździłam na treningi. Rodzice wozili mnie 60km na basen i w sumie, czy chciałam czy nie, nie miałam zbyt wielkiego wyboru. Dopiero w 1 gimnazjum stwierdziłam, że chcę tak naprawdę poświęcić się pływaniu. Dlatego przeprowadziłam się z rodzinnej Suchowoli do Białegostoku. Wtedy mogłam zacząć trenować naprawdę profesjonalnie, czyli dwa razy dziennie.
Praktycznie przez całe życie od wczesnego dzieciństwa funkcjonowałaś po utracie nogi. Z jakimi reakcjami wśród rówieśników spotykałaś się na co dzień?
Reakcje rówieśników na temat braku mojej nogi były różne, najgorzej było w podstawówce. To był najtrudniejszy okres w moim szkolnym życiu. Dzieci wyśmiewały mnie, obrażały i przezywały. Nie zawsze byłam traktowana na równi z innymi, byłam według nich inna, mniej fajna. Mimo tego starałam się tym nie przejmować. Miałam pływanie, byłam w tym bardzo dobra i nie czułam się wcale gorsza od innych. Teraz wiem, że moi rówieśnicy mieli rację, niepełnosprawność sprawiła, że nie jestem normalna. Jestem wyjątkowa i taka się czuję.
W pewnym momencie w Twoim życiu pojawiła się piłka nożna, choć wszystko zaczęło się od jednego telefonu. W jakich okolicznościach wyjechałaś na pierwsze zgrupowaniu reprezentacji Kobiet w Am Futbolu, nie mając wcześniej do czynienia z tym sportem?
Historia z amp futbolem również zaczęła się od telefonu. Ogólnie byłam zawsze aktywną osobą, nie lubię nudy, a przepadam za wyzwaniami. Tak też potraktowałam wyjazd na pierwsze zgrupowanie. Pomyślałam sobie, że to będzie sprawdzian i nie nastawiam się zupełnie czy będzie dobrze lub nie. Po prostu jadę na zgrupowanie spróbować czegoś nowego. W głębi duszy czułam, że to będzie coś wyjątkowego i tak też jest do dziś.
Co ostatecznie przekonało Cię do podjęcia tego wyzwania?
Jestem osobą, która lubi pokonywać trudności. Lubię pokazywać innym, że niemożliwe istnieje – wystarczy chcieć i być pracowitym.
Jakie na początku piłkarskiej przygody towarzyszyły Ci obawy i bariery do pokonania?
W sumie obawę miałam tylko jedną, jak będę poruszać się tak szybko na kulach. Jednak w codziennym życiu nie używam kul, a jeśli już, to rzadko. Trener dał mi kilka wskazówek, żebym przed pierwszym zgrupowaniem spróbowała biegać na kulach. Gdy podjęłam tę próbę i okazało się, że nie jest to dla mnie żadna przeszkoda, nie miałam już wątpliwości, że na pewno sobie poradzę.
Obecnie jesteś kapitanką w reprezentacji. Czy to sprawia, że odczuwasz dodatkową odpowiedzialność za koleżanki, które w większości wcześniej miała mały kontakt ze sportem?
Bycie kapitanem drużyny to na pewno ogromna odpowiedzialność za drużynę, za to, co się dzieję na boisku, za wynik meczów, motywację między zgrupowaniami, siłę mentalną zespołu. Staram się dawać dobry przykład, jestem systematyczna w treningach, pracowita, nigdy nie odpuszczam i zawsze daje z siebie 100%. Wiadomo, że jestem tylko człowiekiem i też popełniam błędy. Zdarza się, że mam gorsze chwile, ale mam w sobie ogromny upór oraz chcę się rozwijać, być lepszą piłkarką i kapitanką. Osobiste porażki przekuwam w coś dobrego. Nie szukam problemów, ale wyszukuję ich rozwiązań.
Co w amp futbolu daje Ci najwięcej satysfakcji?
Najwięcej satysfakcji daje mi gra z drużyną, posiadanie wspólnego celu i dążenia do niego. Doceniam chwile, w których wygrywamy, ale ważne są też takie, kiedy mecz nie idzie po naszej myśli. Wtedy mamy szansę na rozwój. Przegrane mecze są trudne mentalnie, ale czasem są potrzebne, aby się obudzić. Czerpię też sporo satysfakcji z gry w drużynie męskiej oraz ekstraklasie. Tam dużo się dzieje, emocje są na najwyższym poziomie. Obserwuję chłopaków oraz ich zachowanie na boisku. Po wszystkim wyciągam wnioski dla siebie. Dzięki temu rozwijam się jeszcze bardziej.
W zeszłym roku razem z koleżankami przeszłaś do historii polskiego amp futbolu. Z jakimi oczekiwaniami jechałyście na mistrzostwa świata?
Jadąc na Mistrzostwa Świata, w głowie miałyśmy chęć zdobycia złotego medalu i każda z nas wierzyła, że tak się stanie. Ciężka praca, wygrane mecze z USA i Anglią dały nam wiarę w siebie oraz nasze umiejętności. Finalnie pierwszy mecz szybko zweryfikował, że nie tylko my strzelamy bramki, ale też możemy przegrać. Pierwsza porażka była dla każdej z nas szokiem, bo przecież miałyśmy być najlepszą drużyną na świecie. Ja po tym przegranym meczu z Kolumbią poczułam swego rodzaju ulgę. Bycie najlepszym, niezwyciężonym jest trudne mentalnie. Przy każdym meczu musisz udowadniać, że dalej jesteś numerem jeden. Natomiast mecz z Kolumbią pozbawił mnie tej presji. Poznałam smak przegranej, ale z drugiej strony jeszcze bardziej chciałam udowodnić, że ta przegrana to tylko krok do zwycięstwa.
Co czułaś tuż po ostatnim gwizdku wygranego meczu z Kenią (1:0) o brązowy medal MŚ?
Po meczu z Kenią byłam w szoku. Nie dowierzałam, że naprawdę jesteśmy brązowymi medalistkami Mistrzostw Świata, a z drugiej strony czułam rozpacz. Miałam wrażenie, że nie wykorzystałyśmy w pełni szansy na złoty medal. Dalej uważam, że byłyśmy najlepszym zespołem podczas Mistrzostw Świata. Natomiast nie do końca umiałyśmy tego pokazać, co jest kolejnym powodem do tego, by trenować jeszcze bardziej, mocniej, więcej, żeby przy kolejnej okazji nie było wątpliwości, kto jest najlepszym zespołem na świecie.
O czym jeszcze marzy Anna Raniewicz?
Marzenia sportowe są oczywiste, aby amp futbol stał się sportem paraolimpijskim i żeby moja drużyna zdobyła medal na paraolimpiadzie. Oprócz tego chciałabym, aby każdy był zdrowy oraz szczęśliwy.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. Paula Duda


(1).png)






