Rozmowa

Triathlon sposobem na monotonność

Niedawno powróciła do regularnych treningów po urodzeniu dziecka, W Czempiniu skończyła na czwartym miejscu na dystansie średnim, a wcześniej wróciła z Rumi ze złotym medalem kategorii wiekowej w ME w duathlonie. Emilia Liputa opowiada nie tylko o powrocie do sportu po porodzie, ale o całej drodze, która doprowadziła do triathlonu.

Jakie masz odczucia po starcie w Czempiniu?
Przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem organizacji tego wydarzenia, wszystko było dopięte na ostatni guzik, a poziom wydarzenia naprawdę wysoki. Cieszę się, że po dwóch latach znów stanęłam na starcie w Czempiniu i udało mi się poprawić wynik z 2023 roku o trzy minuty. Dodatkową satysfakcję daje również wyższe miejsce w klasyfikacji open. Wówczas byłam 5., a tym razem uplasowałam się na czwartym miejscu. Udało mi się także powtórzyć osiągnięcie z Rumi, zwyciężając w swojej kategorii wiekowej.

Czy wszystko na trasie poszło zgodnie z planem?
Na zawody w Czempiniu składa się 10 km biegu, 60 km roweru i 10 km biegu. Wiąże się to z długim wysiłkiem na wysokiej intensywności, na którym trzeba umiejętnie rozłożyć siły. Jestem zadowolona z obu etapów biegowych: 38:44 i 40:47 to rezultaty zgodne z założeniami. Jeśli chodzi o rower, mam lekki niedosyt. Po pokonaniu 45 km nieco zmniejszyłam moc z jaką jechałam, w obawie, czy wystarczy mi energii na drugi bieg. Być może mogłam pojechać odważniej. To dla mnie cenna lekcja na przyszłość, jak lepiej balansować między ryzykiem a zachowaniem energii na dalszy etap rywalizacji.

Wcześniej startowałaś na dystansie standard podczas ME w Rumi, wygrywając w kategorii wiekowej. Jak wyglądał wyścig z Twojej perspektywy?
Pierwsze 10 kilometrów biegłyśmy w grupie z zawodniczkami z Polski i zawodniczką z Wielkiej Brytanii. Choć tempo było nieco mocniejsze, niż pierwotnie planowałam, to wolałam biec mocniej, ale w grupie – zwłaszcza, że biegło mi się naprawdę dobrze, a dyszka wyszła w 38:33. W pierwszej strefie zmian straciłam sporo cennego czasu, dlatego na rowerze trzymałam się górnego zakresu watów, które założyliśmy z trenerem. Czułam jednak, że mam dobry dzień i mogę sobie na to pozwolić, aby jak najwięcej nadrobić. 40 km pokonałam w 1:03:12. Wbiegając do T2, byłam na drugiej pozycji overall wśród kobiet, jednak na trzecim etapie, czyli biegu na dystansie 5 km zmęczenie już dało się we znaki. Pokonałam go w 19:17 i spadłam na trzecią pozycję. Nie zmieniło to mojego miejsca w kategorii wiekowej.

Kiedy można ponownie spodziewać się Ciebie na starcie?
Kolejny start to Mistrzostwa Polski w triathlonie na dystansie średnim 1,9-90-21,1, które odbędą się 31 maja w Sierakowie.

Jakie postawiłaś sobie cele na sezon?
W tym sezonie moim głównym celem jest konsekwentna praca – codzienne łączenie treningu triathlonowego z rolą mamy to prawdziwe wyzwanie. Każdy dzień „na zielono” w planie treningowym to dla mnie mały sukces, bo nie zawsze łatwo jest zebrać się na trening o szóstej rano czy o dwudziestej wieczorem. Starty traktuję jako sprawdzian tego, co udało się wypracować. Chcę pokazać, że można skutecznie trenować i rozwijać się, nie rezygnując z innych ważnych ról życiowych.

Czy przed triathlonem miałaś kontakt z innymi sportami?
W 2013 roku rozpoczęłam przygodę z bieganiem, a niecały rok później współpracę z trenerem biegania. Od tamtej pory regularnie startuję w biegach przełajowych i ulicznych. Mam też na koncie kilka startów w biegach górskich. 

Jak rozpoczęła się Twoja triathlonowa przygoda?
W pewnym momencie mojej biegowej przygody poczułam, że utknęłam w miejscu. Dotarłam do pewnego poziomu, który ciężko mi już było przeskoczyć. Choć rekordy życiowe nigdy nie były dla mnie najważniejsze, to jednak ciągłe bieganie podobnych wyników stało się dla mnie takie… monotonne. Czułam, że chcę spróbować czegoś nowego. Triathlon już znałam, ponieważ mój mąż i przyjaciele trenowali oraz startowali w zawodach triathlonowych. Natomiast ja wielokrotnie jeździłam z nimi na zawody jako „plecakowa”. W sumie to oni w dużej mierze popchnęli mnie w stronę triathlonu, za co jestem im bardzo wdzięczna! Co ciekawe, wszystkie moje rekordy biegowe poprawiłam, trenując już do triathlonu.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Zadebiutowałam w 2021 roku w Kościanie na dystansie 1/4 IM. Ten start zapamiętam na zawsze – głównie przez ekstremalne warunki pogodowe na etapie kolarskim. Ulewa, porywisty wiatr, śliska nawierzchnia… a ja dopiero zaczynałam przygodę z rowerem czasowym i nigdy wcześniej nie jeździłam w takich warunkach. Przez większość etapu tak naprawdę walczyłam o to, żeby utrzymać równowagę oraz nie zaliczyć upadku. Podczas biegu pogoda znacznie się poprawiła i szczęśliwie dotarłam do mety w czasie 2:24. Mimo trudnych warunków czułam ogromną satysfakcję. Po tym starcie byłam już pewna: chcę dalej iść w stronę triathlonu.

Co na początku sprawiało Ci najwięcej trudności w triathlonie?
Zdecydowanie pływanie! Nigdy nie miałam do czynienia z pływaniem na wyczynowym poziomie i wiele kwestii technicznych sprawia mi problem do dziś. Początkowo miałam też kłopot z przełamaniem strachu podczas pływania na wodach otwartych. 

Jak wygląda Twój standardowy tydzień pod względem częstotliwości treningów z uwzględnieniem regeneracji?
Szczerze mówiąc, mój plan treningowy trudno nazwać standardowym – każdy tydzień wygląda trochę inaczej i zależy głównie od tego, ile czasu uda mi się wygospodarować przy codziennych obowiązkach. Są tygodnie, w których zbierze się około 10 godzin treningu, ale są też takie, kiedy udaje się zrobić tylko 6. Mój trener Karol Mroczkowski świetnie rozumie realia sportu amatorskiego i potrafi tak zaplanować jednostki, żeby maksymalnie wykorzystać dostępny czas. Dzięki temu zachowuję ciągłość treningową. Mam przestrzeń na regenerację, unikam przeciążeń. Do tego co najważniejsze, cały czas czerpię radość z triathlonu.

Czym zajmujesz się poza sportem?
Zawodowo pracuję jako specjalista ds. projektów w firmie zajmującej się prowadzeniem badań klinicznych. Aktualnie przebywam jeszcze na urlopie macierzyńskim, także moje dni są wypełnione opieką nad synem.

W jaki sposób udaje się łączyć sport z pracą i życiem prywatnym?
Od zawsze pomaga mi w tym plan treningowy. Gdy wiem z wyprzedzeniem, jakie jednostki czekają mnie w danym tygodniu, mogę sprawnie zaplanować każdy dzień i logistykę. Druga sprawa to rozsądna objętość treningowa. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć tygodnie, w których trenowałam więcej niż 14h od początku mojej przygody z triathlonem. Najczęściej był to jednak przedział 7-12h (w zależności od tego, do jakiego dystansu się przygotowywałam). Uważam, że ta niewygórowana objętość treningowa pozwala mi zachować balans między treningiem, życiem zawodowym oraz towarzyskim.

Jakie masz marzenia/cele długoterminowe związane z triathlonem?
Moim długoterminowym marzeniem jest pobicie rekordu życiowego na pełnym dystansie, który obecnie wynosi 9:49:58. Wierzę, że jest to w moim zasięgu. Może jeszcze nie teraz, ale z pewnością w ciągu kilku lat.

Rozmawiał: Przemysław Schenk

fot. Joanna Litwiniuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X