Wiadomości

Walka do końca, przyjaźń na mecie. Enea Bydgoszcz Triathlon za nami

Drugi dzień Enea Bydgoszcz Triathlon równie emocjonujący co pierwszy. Rywalizacja toczyła się do ostatnich metrów. Ale zaraz obok walki o sekundy była życzliwość, wsparcie i wspólna radość z ukończenia jednego z największych triathlonów w Polsce.

Drugi dzień Enea Triathlonu Bydgoszcz budził się powoli, ale z wyraźną energią do sportowego zrywu. Pogoda od samego rana znacznie lepsza niż w sobotę – słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, by z każdą godziną świecić coraz mocniej. Dla zawodników? Trudno powiedzieć, czy lepiej. Ale dla kibiców – zdecydowanie tak.

Jak co roku kibice tłumnie pojawili się na trasach rowerowych i biegowych. Czekając na swoich bohaterów, rozmawiali, dzielili się historiami, obserwowali innych zawodników. Z uznaniem patrzyli na tych, którzy pokonują trasę na zwykłym rowerze górskim, wspominali własne przygody, śmiali się, pokrzykiwali. Czas między kolejnymi przejazdami „swoich” zawodników wypełniały rozmowy, doping, chwile relaksu.

Emocje do samego końca

Rywalizacja o zwycięstwo na dystansie 1/2 do samego końca budziła emocje. I mimo, że o pierwsze miejsce walczyło dwóch dobrych kumpli, to nie było taryfy ulgowej. Pierwszy na metę wbiegł Piotr Lesiecki (na zdjęciu poniżej z lewej strony), kilka sekund za nim Michał Stopa (z prawej).

Nie podkręcałem tempa, biegłem swoje – opowiadał Piotr tuż po przekroczeniu mety. – Ale gdy zobaczyłem Michała w okolicach dziesiątego kilometra, szczerze się zdziwiłem. Wydawało mi się, że biegam szybciej, a tu nagle zbliża się do mnie. Zaskoczył mnie dzisiaj i musiałem mocno popracować, żeby utrzymać prowadzenie.

Zapytany, jak smakuje wygrana po takiej walce, odpowiedział bez wahania:

– Jeszcze lepiej! Gdy zwycięstwo jest wypracowane, gdy trzeba się naprawdę pościgać – to smakuje podwójnie.

Michał, choć drugi, nie krył zadowolenia:

– Czuję się bardzo dobrze. Z Piotrem znamy się już trochę, wiemy, kto ma jakie mocne i słabe strony. Kiedy go dogoniłem, pomyślałem, że może ma gorszy dzień – i wtedy zaatakowałem. Ale Piotrek pokazał klasę. Na ostatnich dziesięciu kilometrach dorzucił gazu i mnie “zlinczował”. Świetna walka, dużo emocji.

Obaj zawodnicy na mecie wyglądali na zadowolonych, a atmosfera między nimi była koleżeńska i pełna szacunku. Był nawet mały akcent ze Szczecina – specjalna nagroda pocieszenia dla Michała.

– Miałem ją dostać, jak wygram, ale widocznie walka wystarczyła – śmiał się Michał.

Panie też walczyły do samego końca

Ten rok w Bydgoszczy zdecydowanie należy do zaciętych finiszów. Jeszcze mniejsza różnica na mecie niż u mężczyzn była u kobiet. Byliśmy świadkami biegu ramię w ramię i walki do końca Aleksandry Kiedy i Pauliny Prugar-Fukowskiej, które pokazały podwójną klasę. Mimo zaciętej rywalizacji ostatecznie postanowiły przekroczyć metę razem, trzymając się za ręce.

– Paulina wyszła z wody przede mną – opowiadała nam Ola. – Na rowerze sukcesywnie skracałam stratę i w końcu ją dogoniłam. Ale to jeszcze nie oznaczało, że mam wygraną w kieszeni. Zyskałam trochę w strefie zmian i wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam, że prowadzę. Ale przez całe dwa okrążenia biegowe słyszałam jej oddech tuż za plecami. Ostatecznie postanowiły razem dobiec do mety. Dlaczego?

– Lecimy razem na Hawaje i postanowiłyśmy dzisiaj razem wbiec na metę. To było coś więcej niż rywalizacja – to była wspólna przygoda – dodaje zwyciężczyni.

A co dziś było najtrudniejsze? – dopytywaliśmy Olę
– Chyba nic. Wszystko zagrało – powiedziała z uśmiechem.

To był wymarzony scenariusz?
– Zdecydowanie tak. To spełnienie mojego marzenia – wygrać na jednej z największych imprez triathlonowych w Polsce.

A jak wygląda przygotowanie do Mistrzostw Świata na Hawajach?
– Po krótkim roztrenowaniu znów zwiększyłam objętość. Start w Bydgoszczy miał mnie trochę „rozkręcić”. A teraz – już pełen fokus na Hawaje. Długo, mozolnie, ale z celem przed oczami.

Jako ostatnia na starcie stanęła najliczniejsza grupa zawodników i zawodniczek, którzy rywalizowali na dystansie 1/8. Ponad 1500 zawodników startowało w trzech falach. Pierwsza, biała rozpoczęła rywalizację w samo południe. I tutaj było ściganie, a między zawodnikami i zawodniczkami różnice na mecie niewielkie.

Historyczna edycja za nami

11 edycja Enea Triathlon Bydgoszcz za nami. I kolejny raz można napisać, że impreza ta, to nie tylko sport – to też piknikowe klimaty. Można było napić się kawy, zjeść coś dobrego, rozłożyć krzesełko turystyczne i po prostu być częścią tego wydarzenia. Można było opalać się i kibicować – tym bliskim i tym nieznanym.

A jeśli chodzi o sprzęt? Na trasie można było zobaczyć wszystko – od nowoczesnych rowerów czasowych za kilkanaście, a może i kilkadziesiąt tysięcy złotych, przez gravela i MTB, aż po stare szosówki sprzed kilkunastu lat, z przerzutkami na ramie.

Jednak w Bydgoszczy każdy rower jest dobry, by przeżyć przygodę, by zmierzyć się z prawie 90 kilometrami trasy rowerowej po pływaniu i przebiec potem półmaraton. A na końcu – odebrać zasłużony medal na mecie. Bo tu liczy się nie tylko wynik. Liczy się serce, wysiłek i wspólne przeżywanie tego dnia.

TOP 5 Mężczyzn 1/2
1. Piotr Lesiecki – 3:59:30
2. Michał Stopa – 3:59:49
3. Piotr Klupczyński – 4:02:02
4. Wojciech Szyp – 4:12:18
5. Mariusz Giżyński – 4:14:51

TOP 5 Kobiety 1/2
1. Aleksandra Kieda – 4:41:36
2. Paulina Prugar-Fukowska – 4:41:13
3. Marta Motylewska – 4:46:31
4. Sara Zimny-Bartkowska – 4:46:43
5. Angelika Mync – 4:54:53

TOP 5 Mężczyzn 1/8
1. Michał Marciniak – 53:11
2. Łukasz Krieger – 53:29
3. Łukasz Sosnowski – 54:34
4. Mikołaj Jasielski – 55:07
5. Bartosz Sarbak – 55:42

TOP 5 Kobiety 1/8
1. Anna Zagórska – 59:02
2. Barbara Streng – 1:00:26
3. Angelika Kowalska – 1:02:25
4. Wiktoria Kiprijanovski – 1:03:17
5. Julia Kużelewska – 1:04:06

Z Bydgoszczy Marcin Dybuk

Relacja z pierwszego dnia Enea Bydgoszcz Triathlon

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz również
Close
Back to top button
X