Weekend życia i apetyt na więcej

Martyna Gajda zdobyła trzy medale w dwa dni – w tym dwa podczas Mistrzostw Europy i Polski w kategorii Juniorek. Choć sezon dopiero się zaczyna, ona już zachwyca formą i nie ukrywa, że to dopiero początek. W rozmowie opowiada o trudach startów, planach na przyszłość, roli rodziny i początkach sportowej drogi, która zaczęła się od… aquathlonów.
Twój bilans po ostatnim weekendzie na ME w duathlonie w Rumi to trzy medale w dwa dni. Jak oceniasz ten dorobek medalowy?
Trzy medale w dwa dni to coś pięknego. Pierwszego dnia zdobyłam medal Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw Polski w kategorii Juniorek. Drugiego dnia, pomimo ogromnego zmęczenia, wygrałam w kategorii Juniorek Młodszych na Mistrzostwach Polski. Dla mnie to wspaniały wynik.
Czy tak dobry rezultat może stanowić pozytywny bodziec w kontekście kolejnych startów? Zdecydowanie tak – sezon dopiero się otwiera, a ja już nie mogę się doczekać kolejnych startów, tym razem już w triathlonie.
Który z weekendowych wyścigów był dla Ciebie bardziej wymagający?
Zdecydowanie bardziej wymagający był start w Mistrzostwach Europy. Rywalizacja z Juniorkami oraz dwa razy dłuższy dystans sprawiły, że odczułam zmęczenie następnego dnia.
Jakie wnioski wspólnie z trenerami zostały wyciągnięte po tych wyścigach?
Razem z trenerem jesteśmy bardzo zadowoleni ze startów, szczególnie z sobotniego wyścigu, w którym rozpoczęłam od życiówki na 5 km. To pokazuje, że bieganie idzie w dobrym kierunku.

Kiedy można ponownie spodziewać się Ciebie na starcie?
Na starcie stanę już 24 maja w Olsztynie podczas Pucharu Europy. Natomiast w tym sezonie skupiam się przede wszystkim na moim najważniejszym starcie, czyli Mistrzostwach Europy Youth, które odbędą się we wrześniu. Po drodze czeka mnie jeszcze kilka startów i obozów przygotowawczych. Na ten moment szczególną uwagę przykładam do poprawy biegania, zwłaszcza kadencji biegowej, która jeszcze rok temu była naprawdę niska. Na szczęście wszystko powoli idzie do przodu.
Jak rozpoczęła się Twoja triathlonowa kariera?
Wszystko zaczęło się dzięki moim rodzicom, którzy dla zabawy zapisywali mnie na pobliskie aquathlony. Od początku radziłam sobie bardzo dobrze. Trenuję pływanie od dziecka, a bieganie przychodziło mi naturalnie. Na jednych z zawodów mój obecny trener, Bogdan Serwiński, zapytał, czy nie chciałabym dołączyć do klubu i zacząć trenować triathlon. Pojechałam na pierwszy obóz i… tak to się potoczyło.
Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Po raz pierwszy w triathlonie wystartowałam w 2021 roku w Katowicach. Wspominam ten start bardzo dobrze. Mimo kilku błędów w strefie zmian zakończyłam zawody na drugim miejscu. Było to dla mnie świetne doświadczenie.

Dzięki przeszłości pływackiej w tym elemencie nie było problemów. Natomiast co na początku sprawiało Ci najwięcej trudności w triathlonie?
Na początku największą trudność sprawiała mi jazda na rowerze. Zwykle na obozach „luźne” rozjazdy kończyły się dla mnie walką o przetrwanie na kole.
Wspominałaś, że triathlonowe początki zawdzięczasz rodzicom. Jak ważną rolę w sportowym rozwoju jako młodego sportowca Oni pełnią?
Rodzice odgrywają ogromną rolę w moim życiu. To oni wspierają mnie najmocniej. Poświęcają czas na zawożenie mnie na treningi, odbieranie z zawodów w środku nocy, pomagają z dokumentami, abym mogła ubiegać się o stypendia. Są moimi największymi kibicami.
Jak wygląda Twój standardowy tydzień pod względem częstotliwości treningów z uwzględnieniem regeneracji?
W czasie roku szkolnego trenuję codziennie po dwa razy dziennie. Zazwyczaj zaczynam od porannego pływania przed szkołą, a po południu realizuję drugą jednostkę treningową. Na obozach oczywiście objętość treningowa jest większa. Na ten moment skupiam się na rozwoju. Chcę iść naprzód, robić postępy i czerpać radość z tego, co robię.
Rozmawiał: Przemysław Schenk
fot. materiały prywatne

(1).png)



